Z powodu nieludzkiego upału, nie sposób gotować, jednakże ciekawym pomysłem na deser wydaje się mleko migdałowe. Cenione w średniowieczu, wykorzystywane szeroko, np jako postny zamiennik mleka. Mnie smakuje, choć jest nieco specyficzne. Robi się je banalnie: mielimy pół szklanki migdałów (tak, tak, rozcieramy ręcznie w kamiennym moździerzu... im drobniej roztarte, aż do konsystencji mączki, tym lepiej), zalewamy szklanką wrzątku i chłodzimy. Podajemy rozmieszane, z cukrem, lub miodem, korzeniami (cynamon!!), albo wykorzystujemy jako składnik potraw. Uwaga: do mleka do mięs można zamiast wody użyć rosołku albo bulionu z warzyw.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Mleko migdałowe
Z powodu nieludzkiego upału, nie sposób gotować, jednakże ciekawym pomysłem na deser wydaje się mleko migdałowe. Cenione w średniowieczu, wykorzystywane szeroko, np jako postny zamiennik mleka. Mnie smakuje, choć jest nieco specyficzne. Robi się je banalnie: mielimy pół szklanki migdałów (tak, tak, rozcieramy ręcznie w kamiennym moździerzu... im drobniej roztarte, aż do konsystencji mączki, tym lepiej), zalewamy szklanką wrzątku i chłodzimy. Podajemy rozmieszane, z cukrem, lub miodem, korzeniami (cynamon!!), albo wykorzystujemy jako składnik potraw. Uwaga: do mleka do mięs można zamiast wody użyć rosołku albo bulionu z warzyw.
sobota, 4 sierpnia 2012
Letnia potrawka
polędwiczki wieprzowe
goździki mielone
kurkuma
imbir suszony
sól
pieprz
Zamarynować to razem na pół godzinki.
Potem wrzucić na olej, obsmażyć lekko i dodać:
śliwki suszone,
porzeczki (kwaśne!),
goździki całe.
Dusić do miękkości.
Tkanie na tabliczkach wersja alfa
Myślę o małym podarunku dla mojego Miłego, wykonanym techniką tkania na tabliczkach. Wyciągnęłam swoje tabliczki (ach, niestety, skórzane i to nie kwadratowe, a prostokątne!), resztki wełny z innego projektu i odkurzyłam w głowie najprostszy wzór. Wyszło mi może z pół metra krajki, nieco powyciąganej i nierównej, ale już wiem, na co uważać potem. Z tej "próbnej", widocznej poniżej zszyję ruskie lub trzynastowieczne czółko.
A tak wygląda mój zestaw do krajkowania:
Cote simple...
...w procesie produkcji. Zdecydowałam się na wykrój z czterech klinów, taki jak suknia z Uppsali:
Tkanina to granatowa surówka jedwabna w splocie płóciennym. Rękawy planuję proste, jak u Christine de Pisan w sukni spodniej:
...ponieważ marzy mi się na wierzch taki rozcinany rękaw, jak powyżej. A teraz już postępy pracy:
Jak widać, spódnica już zszyta, wymaga tylko obrębienia dołu (dlatego go nie pokazuję), górę wymodelowałam fastrygą na sobie, przód będzie sznurowany krytym sznurowaniem, na razie spięty szpilkami. Dekolt do poprawki, próbowałam go wywijać, ale nie uda się w ten sposób uzyskać żądanego kształtu, muszę w tym miejscu wszyć podszewkę. Myślę, że będzie to miła suknia na letnie wieczory, nie grzejąca tak, jak wełniana, a elegantsza niż lniana.
Tkanina to granatowa surówka jedwabna w splocie płóciennym. Rękawy planuję proste, jak u Christine de Pisan w sukni spodniej:
...ponieważ marzy mi się na wierzch taki rozcinany rękaw, jak powyżej. A teraz już postępy pracy:
Jak widać, spódnica już zszyta, wymaga tylko obrębienia dołu (dlatego go nie pokazuję), górę wymodelowałam fastrygą na sobie, przód będzie sznurowany krytym sznurowaniem, na razie spięty szpilkami. Dekolt do poprawki, próbowałam go wywijać, ale nie uda się w ten sposób uzyskać żądanego kształtu, muszę w tym miejscu wszyć podszewkę. Myślę, że będzie to miła suknia na letnie wieczory, nie grzejąca tak, jak wełniana, a elegantsza niż lniana.
wtorek, 31 lipca 2012
Komplet pod Grunwald
Planuję w przyszłym roku wybrać się na rekonstrukcję pod Grunwaldem, więc już teraz zaczynam mysleć o skompletowaniu stroju na tydzień. (Aaaa!! ty-dzień, całe sie-dem dni, jak ja to wytrzymam, ile ja giezeł muszę wziąć??) Na razie zamieszczę listę rzeczy do skompletowania, wraz z postępami:
- buty (rzemieślnik właśnie je kończy)
- buty zapasowe, w razie przemoczenia, rozdarcia pierwszych (są)
- giezła (3 sztuki z małym dekoltem mam, jedno z głębokim wycięciem kończę, przydałoby się jeszcze jedno na ramiączkach)
- suknia spodnia dworska (wykrojona wczoraj w 50%, z granatowego jedwabiu)
- suknia spodnia robocza (brak)
- suknia wierzchnia dworska (brak)
- płaszcz plus kapturek (brak)
- fartuch do pracy (brak)
- komplet chust i czepków na głowę (w zasadzie brak, aczkolwiek mam kilka rąbków i podwik bez ozdób, ale i tak muszę uszyć kilka nowych kompletów)
W miarę pojawiania się kolejnych elementów garderoby, będę się chwalić fotografiami. Dużo szycia, ale jest jeszcze prawie rok. Jak się zdaje, więcej będzie czytania i poszukiwania źródeł. Dla przykładu, dręczy mnie ostatnio pytanie: jak się ma len w granatową, niezbyt regularną kratę, do stroju "okołogrunwaldzkiego"??
- buty (rzemieślnik właśnie je kończy)
- buty zapasowe, w razie przemoczenia, rozdarcia pierwszych (są)
- giezła (3 sztuki z małym dekoltem mam, jedno z głębokim wycięciem kończę, przydałoby się jeszcze jedno na ramiączkach)
- suknia spodnia dworska (wykrojona wczoraj w 50%, z granatowego jedwabiu)
- suknia spodnia robocza (brak)
- suknia wierzchnia dworska (brak)
- płaszcz plus kapturek (brak)
- fartuch do pracy (brak)
- komplet chust i czepków na głowę (w zasadzie brak, aczkolwiek mam kilka rąbków i podwik bez ozdób, ale i tak muszę uszyć kilka nowych kompletów)
W miarę pojawiania się kolejnych elementów garderoby, będę się chwalić fotografiami. Dużo szycia, ale jest jeszcze prawie rok. Jak się zdaje, więcej będzie czytania i poszukiwania źródeł. Dla przykładu, dręczy mnie ostatnio pytanie: jak się ma len w granatową, niezbyt regularną kratę, do stroju "okołogrunwaldzkiego"??
poniedziałek, 30 lipca 2012
Znów przepis średniowieczny z Godecookery
W weekend bawiłam na wyjeździe historycznym, więc po powrocie miałam mnóstwo prania, oliwienia, szorowania i woskowania, ale uporałam się z konserwacją i znalazłam chwilkę na wypróbowanie nowego przepisu z Godecookery, czyli czternastowiecznych, angielskich ciasteczek "Tourteletes in fryture". Moja wersja wyglądała tak:
mąka
woda
sól
figi suszone
olej
miód
pieprz
kurkuma
imbir
cynamon
ciasto "podpłomykowe" (mąka tortowa pół na pół z krupczatką, sól, woda "na oko", wyrobione aż przypomina ciasto na pizzę lub pierogi) rozwałkowałam na placuszek i wykroiłam szklanką dużo kółeczek.
Pół paczki fig chciałam rozdrobnić w blenderze... Ale okazało się, że trzeba je w tym celu lekko rozgotować z odrobiną wody
Przepyszne i "wciągające" na gorąco lub na zimno.
mąka
woda
sól
figi suszone
olej
miód
pieprz
kurkuma
imbir
cynamon
ciasto "podpłomykowe" (mąka tortowa pół na pół z krupczatką, sól, woda "na oko", wyrobione aż przypomina ciasto na pizzę lub pierogi) rozwałkowałam na placuszek i wykroiłam szklanką dużo kółeczek.
Pół paczki fig chciałam rozdrobnić w blenderze... Ale okazało się, że trzeba je w tym celu lekko rozgotować z odrobiną wody
Dodałam przyprawy: po równo pieprzu białego, imbiru i cynamonu i duużo
kurkumy dla koloru.
Nałożyłam farsz na co drugie kółko, jak na pierogi,
przykryłam pozostałymi kółkami, docisnęłam każde w dłoniach.
Smażyłam
na głębokim oleju z pestek winogron, odsączone podlałam ciepłym miodem. Przepyszne i "wciągające" na gorąco lub na zimno.
środa, 25 lipca 2012
For to make chireseye
Dziś trafiło do mnie mnóóstwo wiśni, więc uznałam, że to doskonała okazja, by wypróbować przepis na pudding wiśniowy ze strony Gode Cookery. Przepis pochodzi z XIV wieku, z Anglii. Poniżej moja wersja przepisu:
Wzięłam:
szklankę wypestkowanych wiśni
pół – dwie trzecie szklanki cukru brązowego
pół szklanki tokaju
dwie łyżki masła
pół szklanki bułki tartej
Zmiksowałam wiśnie w blenderze, przelałam do garnka, zagotowałam. Dodałam resztę składników (cukier i wino do smaku, bułka aż do konsystencji budyniu), wymieszałam dobrze, zagotowałam.
Podałam w salaterkach ozdobionych różowymi kwiatami floksów (obowiązkowe! oryginalny przepis podkreśla, że kwiatki mają być różowe!) Sezam widoczny na zdjęciach to wypadek przy pracy. (Ech, mieć takie same pojemniki na wszystko…). Zajęło mi to nie więcej, niż pięć minut. W warunkach obozowych problematyczne może być rozdrobnienie owoców, można by przetrzeć je przez sito bądź tkaninę, do przetestowania.
A tak wygląda gotowy pudding, trochę zbyt płynny na ciepło, ale schłodzony łapie galaretkowo-budyniową konsystencję i można go wyłożyć na talerzyk.
Czekają w lodówce na smakoszy... Na zimno też są pyszne!
Wzięłam:
szklankę wypestkowanych wiśni
pół – dwie trzecie szklanki cukru brązowego
pół szklanki tokaju
dwie łyżki masła
pół szklanki bułki tartej
Zmiksowałam wiśnie w blenderze, przelałam do garnka, zagotowałam. Dodałam resztę składników (cukier i wino do smaku, bułka aż do konsystencji budyniu), wymieszałam dobrze, zagotowałam.
Podałam w salaterkach ozdobionych różowymi kwiatami floksów (obowiązkowe! oryginalny przepis podkreśla, że kwiatki mają być różowe!) Sezam widoczny na zdjęciach to wypadek przy pracy. (Ech, mieć takie same pojemniki na wszystko…). Zajęło mi to nie więcej, niż pięć minut. W warunkach obozowych problematyczne może być rozdrobnienie owoców, można by przetrzeć je przez sito bądź tkaninę, do przetestowania.
A tak wygląda gotowy pudding, trochę zbyt płynny na ciepło, ale schłodzony łapie galaretkowo-budyniową konsystencję i można go wyłożyć na talerzyk.
Czekają w lodówce na smakoszy... Na zimno też są pyszne!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

